Jeszcze rok temu brzmiało to jak prowokacja, dziś to statystyka: BYD, SAIC (właściciel MG) i Chery sprzedają w Europie więcej samochodów niż Tesla. Według danych ACEA za pierwsze pięć miesięcy 2026 roku pięć największych chińskich grup motoryzacyjnych zarejestrowało łącznie ponad 619 tysięcy aut w UE, EFTA i Wielkiej Brytanii – około 10,6 procent całego rynku. W tym samym czasie samochody w pełni elektryczne osiągnęły rekordowy udział 20 procent nowych rejestracji w Unii. Te dwie fale – elektryfikacja i chińska ekspansja – nakładają się na siebie i za dwa–trzy lata dotrą z pełną siłą tam, gdzie kupuje większość polskich kierowców: na rynek wtórny.
Chińskie marki w Europie 2026 – liczby, które zmieniają układ sił
Skala zjawiska robi wrażenie nawet na tle dynamicznego rynku EV. SAIC, sprzedający w Europie niemal wyłącznie pod marką MG, zarejestrował od stycznia do maja 141,5 tys. aut. BYD – 135,3 tys., a Chery (wraz z markami Omoda, Jaecoo i Jetour) – 122,8 tys. Tesla, oferująca wyłącznie droższe auta elektryczne, zamknęła ten okres wynikiem 118 tys. sztuk. W samym maju BYD zarejestrował 32,4 tys. aut (wzrost o 136,6 proc. rok do roku) wobec 28,6 tys. Tesli.
Najszybciej rosną najmłodsi gracze. Chery zwiększyło sprzedaż o 316 procent i wyprzedziło Teslę zaledwie półtora roku po wejściu na większość europejskich rynków. Leapmotor, sprzedawany przez spółkę joint venture ze Stellantisem, urósł o ponad 550 procent. Do tego dochodzi Geely – największa chińska grupa w Europie (176,7 tys. aut) – której wolumen budują jednak głównie marki o europejskim rodowodzie: Volvo i Polestar. Warto też pamiętać, że oficjalne statystyki zaniżają chiński udział: mniejsze marki, jak XPeng czy Nio, w ogóle nie są w nich wyodrębnione.
Jedno zastrzeżenie jest przy tym uczciwe wobec czytelnika: chińska ofensywa to już nie tylko elektryki. Duża część wolumenu Chery czy MG to hybrydy i auta benzynowe, a Bruksela – po nałożeniu ceł na chińskie BEV-y w 2024 roku – rozważa rozszerzenie ich na hybrydy plug-in. Trend jest jednak jednoznaczny: silniki spalinowe spadły łącznie do 30 procent unijnego rynku, a elektryki rosną w tempie ponad 40 procent rok do roku.
Co ekspansja chińskich marek oznacza dla cen samochodów w Polsce?
Mechanizmów jest kilka i wszystkie działają na korzyść kupujących.
Po pierwsze, presja cenowa na nowe auta przenosi się na używane. Gdy BYD Dolphin Surf startuje w Europie z ceną na poziomie nieco ponad 20 tysięcy euro, a MG4 czy Leapmotor T03 wyznaczają nowe minimum cenowe segmentu, „zachodni" producenci muszą odpowiadać rabatami – co widzimy już w Polsce w cennikach Tesli, BMW czy Kii. Każda taka obniżka ściąga w dół sufit cenowy dla aut używanych: dwu-, trzyletni elektryk nie może kosztować niewiele mniej niż nowy odpowiednik z salonu.
Po drugie, nadciąga fala poleasingowa. Setki tysięcy chińskich aut rejestrowanych dziś w Niemczech, Francji czy Włoszech – w dużej mierze na firmy i w wynajmie długoterminowym – wrócą na rynek za 2–4 lata jako auta używane. Część z nich niemal na pewno trafi do Polski tym samym kanałem importowym, którym płyną dziś używane Tesle, Volkswageny ID czy Hyundaie. Większa podaż to niższe ceny – także dla marek, które z Chinami nie mają nic wspólnego.
Po trzecie, znika premia za „egzotykę". Jeszcze niedawno używany chiński elektryk był na polskim rynku ciekawostką o niepewnej wartości. Dziś MG ma w Polsce rozwiniętą sieć dealerską, BYD dynamicznie buduje salony, a Omoda i Jaecoo weszły szerokim frontem. Serwis, części i gwarancje bateryjne (standardowo 8 lat) przestają być argumentem przeciwko zakupowi używanego egzemplarza.
Czy używane chińskie elektryki to okazja, czy ryzyko? Na co uważać przy zakupie
Rewers medalu jest taki, że szybka ekspansja i agresywne ceny nowych aut oznaczają szybszą utratę wartości. Pierwsi nabywcy chińskich elektryków z lat 2023–2025 mogą boleśnie odczuć przecenę swoich aut – ale dla kupującego z drugiej ręki to właśnie jest okazja: auto o parametrach technicznych często lepszych niż europejska konkurencja, w cenie o klasę niższej.
Przy zakupie warto trzymać się kilku zasad. Kluczowa jest weryfikacja stanu baterii (raport SOH), bo to ona stanowi największą część wartości elektryka – niezależnie od logo na masce. Warto sprawdzić, czy dana marka ma w Polsce autoryzowany serwis i dostęp do części, oraz czy gwarancja na baterię przechodzi na kolejnego właściciela. Bezpieczniejszym wyborem są marki o ugruntowanej pozycji w Europie – MG, BYD, a z „chińskich inaczej" Volvo i Polestar, które łączą chińskiego właściciela z europejską siecią serwisową i przewidywalną wartością rezydualną.
Używane elektryki chińskich marek już dostępne na Motoelectro
Nie trzeba zresztą czekać na falę poleasingową, żeby zobaczyć ten trend w praktyce – on już dotarł do polskich ogłoszeń. Na Motoelectro znajdziesz dziś nowe oraz
używane egzemplarze chińskich marek, o których mowa w tym artykule.
- BYD – od kompaktowego Dolphina po Seala i Atto 3; auta z gwarancją baterii na 8 lat, coraz częściej z polskiej sieci dealerskiej,
- MG – MG4 i MG ZS EV to obecnie jedne z najtańszych sposobów na przesiadkę do elektryka; sprawdź aktualne ogłoszenia MG na Motoelectro,
- Volvo i Polestar – skandynawski design i europejski serwis pod skrzydłami Geely; używany Polestar 2 to dziś wyjątkowo dużo samochodu za rozsądne pieniądze,
- XPeng – technologiczna awangarda chińskiej motoryzacji, z modelami G6 i G9 składanymi już w Europie, w austriackim Grazu.
Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z elektromobilnością, zajrzyj też do naszych poradników:
rankingu elektrycznych SUV-ów 2026, zestawienia najtańszych samochodów elektrycznych oraz przeglądu najlepszych aktualnych promocji na nowe EV – łatwiej będzie porównać, czy w Twoim budżecie bardziej opłaca się nowy egzemplarz z rabatem, czy używany z ogłoszenia.
Podsumowanie: chińska fala dopiero nabiera rozpędu
20 procent rynku dla elektryków i ponad 10 procent dla chińskich grup to nie szczyt, lecz punkt wyjścia – BYD buduje fabrykę na Węgrzech, Leapmotor korzysta z sieci Stellantisa, a kolejne marki dopiero wchodzą do Europy. Dla polskiego kierowcy oznacza to prosty wniosek: wybór używanych elektryków będzie rósł, a ceny – spadać szybciej, niż przywykliśmy w erze aut spalinowych.