Jeszcze niedawno w branży powtarzano, że Europejczycy „nie chcą elektryków”. Salony stały pełne niesprzedanych BEV-ów, producenci obcinali plany, a Volkswagen był symbolem kryzysu. Dziś ten sam koncern ma odwrotny problem: tanie samochody elektryczne okazały się hitem, a zamówień jest więcej, niż zdążył wyprodukować.
100 tys. zamówień na ID. Polo, Epiq, Raval i ID. Cross
Elektryczna rodzina małych samochodów Volkswagena przekroczyła 100 tys. zamówień przedpremierowych, z czego około 30 tys. przypada na samego ID. Polo. Rzeczniczka VW przyznała, że napływ zamówień, szczególnie na ID. Polo w Niemczech, wyraźnie przerósł oczekiwania firmy – auto zamówiło 30 tys. osób, zanim w ogóle pojawiło się u dealerów.
W skład rodziny wchodzą cztery modele: obok ID. Polo to SUV ID. Cross, Škoda Epiq i Cupra Raval. Raval i Polo powstają w Martorell, a Epiq i ID. Cross w zakładzie Navarra w Pampelunie. Ponad 80% części jest wspólnych, a VW szacuje oszczędności ze wspólnego rozwoju na 600 mln euro. To właśnie ta skala pozwala zejść z ceną tam, gdzie wcześniej elektryki nie sięgały.
Ile kosztuje VW ID. Polo i jak długo trzeba czekać
Bazowy ID. Polo kosztuje w Niemczech 24 995 euro. Popyt ma jednak swoją cenę dla klienta: kto dziś skonfiguruje ID. Polo na zamówienie, musi liczyć się z czekaniem nawet około dziesięciu miesięcy. Wstępnie skonfigurowane egzemplarze można natomiast kupić od ręki.
Europejczycy nie chcą EV? Chcą, w odpowiedniej cenie
Te liczby mocno podważają narrację, że problemem był sam napęd elektryczny. Bardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest prostsze: Europejczycy kupią elektryka, jeśli będzie kosztował tyle, co porównywalne auto spalinowe, i będzie miał rozsądny, miejski format. Przez lata rynek oferował głównie duże, drogie BEV-y albo drogie małe auta z niewielkim zasięgiem.
Warto jednak nie upraszczać tej historii do jednego hasła. Są tu przynajmniej trzy zastrzeżenia.
Po pierwsze, zamówienia nie dotyczyły wyłącznie najtańszej wersji. Początkowo można było zamawiać tylko lepiej wyposażoną wersję Life od 33 795 euro, a mimo to VW zebrał ponad 30 tys. zamówień. To sugeruje, że liczy się nie tylko cena, ale ogólnie wrażenie, że wreszcie jest „normalny” elektryk w rozsądnych pieniądzach, od marki, której ludzie ufają.
Po drugie, to wciąż nisza w skali rynku. Z ankiety branżowej wynika, że zakup elektryka planuje obecnie tylko 8% respondentów, więc sukcesu ID. Polo nie da się automatycznie przenieść na cały rynek.
Po trzecie, 100 tys. to dopiero początek. Szef marki VW Thomas Schäfer mówił kilka lat temu, że koncern potrzebuje ponad 100 tys. zamówień – ale na każdy z czterech modeli osobno. Do rentowności droga jest więc jeszcze daleka.
Hiszpania stawia na produkcję tanich elektryków
Popyt nie kończy się na zamówieniach – Volkswagen buduje pod niego skalę produkcji. Przestawienie zakładu Landaben w Nawarze na elektryki kosztowało ponad miliard euro, w ramach szerszego pakietu 10 mld euro obejmującego rodzinę miejskich EV i gigafabrykę baterii w Sagunto. Seryjna produkcja ID. Cross właśnie ruszyła, dołączając do Škody Epiq, której produkcja startowała w czerwcu.
Plany są ambitne. VW zakłada, że produkcja w Landaben może w 2027 roku dojść do 360 tys. sztuk i wymagać nawet tysiąca nowych pracowników, co zbliżyłoby zakład do rekordu z 2011 roku. Łącznie koncern przewiduje przekroczenie miliona pojazdów rocznie na Półwyspie Iberyjskim. A to jeszcze nie koniec: w 2027 roku ma dojść jeszcze tańszy model roboczo nazwany ID. Every1, za około 20 tys. euro, następca VW Up, produkowany w Portugalii.
Europejska produkcja tanich BEV-ów zaczyna więc osiągać skalę, której kilka lat temu po prostu brakowało.
Co tańsze elektryki oznaczają dla cen używanych EV
Tu robi się ciekawie dla każdego, kto ma albo planuje kupić używanego elektryka. Jeżeli nowy, nowoczesny samochód kosztuje około 25 tys. euro, to kilkuletnie auta muszą się do tego dostosować. Presja cenowa uderzy przede wszystkim w starsze Nissany Leaf, Renault Zoe, BMW i3, pierwsze ID.3 i inne małe elektryki z bateriami rzędu 30–40 kWh. Kupujący będzie porównywał je nie z innymi używanymi autami, ale z nowym ID. Polo czy Epiqiem – z pełną gwarancją, nowszą technologią i szybszym ładowaniem.
Dla sprzedających to zła wiadomość, dla kupujących – dobra. Tanie nowe elektryki mogą w praktyce okazać się najszybszą drogą do taniego rynku wtórnego EV.
Napęd czy cena?
Historia ID. Polo nie dowodzi, że każdy Europejczyk czeka na elektryka. Pokazuje natomiast, że teza „ludzie nie chcą EV” była zbyt wygodna. Gdy pojawił się mały, praktyczny samochód w cenie zbliżonej do spalinowego odpowiednika, klienci ustawili się w kolejce – i to na prawie rok.